Chapter 4
Her beauty and the moonlight overthrew you." - Rufus Wainwright
Po jakimś czasie odnalazłam kuchnię, a w niej Chrisy, który właśnie coś przygotowywał. Powoli podeszłam do niego i zauważyłam że robi mój ulubiony omlet. Uśmiechnęłam się i zarumieniłam na policzkach, kiedyś też tak robił, szczególnie na kolację.
- Powinieneś dodać więcej przypraw. Gdzie trzymasz pieprz? - zapytałam ciekawa.
Wskazał palcem na szafkę, a ja zaczęłam w niej grzebać jak głodny dzik. Kiedy odnalazłam ową przyprawę podeszłam bliżej niego i ostrożnie wsypałam przyprawę do jedzenia. Po chwili jednak oparłam się o blat kuchenny i chwilę się zamyśliłam. Michiel. Mój młodszy brat. Co się z nim teraz dzieje?! Z zaniepokojeniem spojrzałam na mężczyznę.
- Michiel... On nie może zostać sam w domu. Nie poradzi sobie. Nie umie zrobić sobie herbaty co dopiero porządnego posiłku. - powiedziałam zmartwiona i spojrzałam w okno.
- Michiel... On nie może zostać sam w domu. Nie poradzi sobie. Nie umie zrobić sobie herbaty co dopiero porządnego posiłku. - powiedziałam zmartwiona i spojrzałam w okno.
Zakryłam swoje zmartwione oblicze w dłoniach i cicho westchnęłam. Zaraz jednak usłyszałam spokojny głos mężczyzny, który pogładził moje włosy i musnął w głowę. To było dziwne.
- Nie martw się o Michiel'a. Nic mu nie jest. Zajmują się nim Twoi dziadkowie, aż do momentu kiedy znowu nie wrócisz. - wspomniał spokojnym tonem i powrócił do gotowania.
Odetchnęłam z ulgą, ponieważ najważniejsza osoba w moim życiu była pod dobrą opieką. Mimo to, odechciało mi się jeść. Spojrzałam na niego i cicho westchnęłam.
- Nie mam ochoty na jedzenie. - wyznałam - Chcę się odpocząć. - powiedziałam pół głosem - Wezmę kąpiel. Gdzie masz jakąś łazienkę? - zapytałam ciekawa.
- Łazienka z wanną jest na piętrze wyżej, na samym końcu korytarza po prawej stronie. — wytłumaczył mi.
Pokiwałam głową słysząc jego instrukcje i ruszyłam w ową stronę. Kiedy weszłam do środka rozebrałam się i zanurzyłam w gorącej wodzie i gęstej pianie. Cicho westchnęłam i przymknęłam oczy. Byłam jak w raju, dopóki nie chciałam wyjść i zauważyłam brak ręcznika. Zażenowana przymknęłam oczy widząc swoją głupią sytuację, musiałam zawołać Chrisa.
- Chris! - krzyknęłam - Chris!! - krzyknęłam ponownie - Możesz mi podać ręcznik? Proszę... - zwróciłam się do mężczyzny.
-Zaraz tam przyjdę! - krzyknął chyba będąc jeszcze na dole, po chwili usłyszałam ponownie jego głos - Myśle, że bez ręcznika będziesz wyglądać jeszcze lepiej. - roześmiał się po chwili wchodząc do środka.
- Świntuch! - prychnęłam siedząc w wannie wypełnionej pianą - Możesz już iść. - dodałam dumnie jak Kleopatra kąpiąca się w mleku.
- Zostawiam Ci jeszcze jedną z moich bluz, gdybyś chciała ubrać coś wygodniejszego. - powiedział kładąc ją na szafce i opuszczając pomieszczenie.
Po chwili opuściłam wannę i wytarłam swoje ciało, jak zwykle spędziłam wiele czas na przeglądaniu swojego ciała w lustrze. Chyba większość kobiet tak ma. Nakładając na siebie bluzę należącą do Chrisa znów poczułam ten wspaniały zapach. Te perfumy, które miał przez ten nasz cały związek, towarzyszyły nam nie tylko na co dzień, ale również podczas głębszych doznań, między innymi w łóżku. Był tam taki idealny, że czasem chciałam tam wrócić. Ciekawe czy nadal jest taki jak kiedyś. Postanowiłam jednak dłużej o tym nie rozmyślać i nasunęłam na swoje pośladki koronkowe różowe majtki. Było gorąco, a że jego bluza przysłaniała moje wdzięki, postanowiłam nie ubierać spodni. Po kilku chwilach ruszyłam na dół, gdzie przebywał mężczyzna. Schodząc dość krętymi schodami zauważyłam jak Chris już mi się przygląda siedząc na sofie. Kiedy wstał, ja akurat zeszłam na parter i posłałam mu blady uśmiech, delikatnie i zmysłowo poprawiłam kosmyk włosów.
- Może teraz jednak byśmy coś zjedli, księżniczko? Mogłabyś chociaż na chwile odstawić na bok swą dumę i spędzić miło czas. - zaproponował nie spuszczając ze mnie wzroku.
Gdy zaproponował mi, abyśmy zjedli kolację pokiwałam głową. Można nawet powiedzieć, że zakopałam topór wojenny przynajmniej na ten czas, ponieważ w sumie to byłam głodna, a jedyne co mi poprawiało nastrój to jedzenie. Po chwili dostałam swój omlet, a mężczyzna nalał do szklanych kielichów po lapce białego wina. Nie należałam to fanów picia alkoholu, jednak postanowiłam posmakować owego trunku. W sumie był nawet niezły, nie był wytrawny ani całkiem słodki. Zapewne wino było pół słodkie. Następnie wzięłam się za swój omlet, był również bardzo dobry i świetnie przyprawiony, to na pewno zasługa tego pieprzu, który dodałam. Po chwili ciszy przy stole, postanowiłam się odezwać.
Słuchając jego słów upiłam łyk wina i kontynuowałam jedzenie swojej porcji. Kiedy skończył, wytarłam swoje usta w papierową serwetkę i serdecznie podziękowałam za posiłek. Jestem ciekawa, czy to co mówił było prawdą. Czy w ogóle jego życie jest prawdą? Cicho ziewnęłam.
- Jest jakiś pokój dla mnie? - zapytałam ciekawa - Chciałabym już iść spać, ponieważ i tak jest już późno. - dodałam z bladym uśmiechem.
- Po co Ci któryś z pokoi? Przecież możesz spać ze mną. Tak byłoby chyba najlepiej dla naszej dwójki. A z resztą rób co chcesz. - mruknął po chwili.
Mężczyzna oczywiście zaproponował, abym spała z nim, jednak ja zwyczajnie odmówiłam. Kto wie co mogłoby mu przyjść w nocy do głowy? Postanowiłam pościelić sobie na sofie. Wydawała się być naprawdę wygodna, znalazłam jeszcze jakiś kocyk i poduszkę. Oczywiście nie obyło się bez jego sprzeciwu, jednak ja to zwyczajnie olewałam.
- Nie martw się o Michiel'a. Nic mu nie jest. Zajmują się nim Twoi dziadkowie, aż do momentu kiedy znowu nie wrócisz. - wspomniał spokojnym tonem i powrócił do gotowania.
Odetchnęłam z ulgą, ponieważ najważniejsza osoba w moim życiu była pod dobrą opieką. Mimo to, odechciało mi się jeść. Spojrzałam na niego i cicho westchnęłam.
- Nie mam ochoty na jedzenie. - wyznałam - Chcę się odpocząć. - powiedziałam pół głosem - Wezmę kąpiel. Gdzie masz jakąś łazienkę? - zapytałam ciekawa.
- Łazienka z wanną jest na piętrze wyżej, na samym końcu korytarza po prawej stronie. — wytłumaczył mi.
Pokiwałam głową słysząc jego instrukcje i ruszyłam w ową stronę. Kiedy weszłam do środka rozebrałam się i zanurzyłam w gorącej wodzie i gęstej pianie. Cicho westchnęłam i przymknęłam oczy. Byłam jak w raju, dopóki nie chciałam wyjść i zauważyłam brak ręcznika. Zażenowana przymknęłam oczy widząc swoją głupią sytuację, musiałam zawołać Chrisa.
- Chris! - krzyknęłam - Chris!! - krzyknęłam ponownie - Możesz mi podać ręcznik? Proszę... - zwróciłam się do mężczyzny.
-Zaraz tam przyjdę! - krzyknął chyba będąc jeszcze na dole, po chwili usłyszałam ponownie jego głos - Myśle, że bez ręcznika będziesz wyglądać jeszcze lepiej. - roześmiał się po chwili wchodząc do środka.
- Świntuch! - prychnęłam siedząc w wannie wypełnionej pianą - Możesz już iść. - dodałam dumnie jak Kleopatra kąpiąca się w mleku.
- Zostawiam Ci jeszcze jedną z moich bluz, gdybyś chciała ubrać coś wygodniejszego. - powiedział kładąc ją na szafce i opuszczając pomieszczenie.
Po chwili opuściłam wannę i wytarłam swoje ciało, jak zwykle spędziłam wiele czas na przeglądaniu swojego ciała w lustrze. Chyba większość kobiet tak ma. Nakładając na siebie bluzę należącą do Chrisa znów poczułam ten wspaniały zapach. Te perfumy, które miał przez ten nasz cały związek, towarzyszyły nam nie tylko na co dzień, ale również podczas głębszych doznań, między innymi w łóżku. Był tam taki idealny, że czasem chciałam tam wrócić. Ciekawe czy nadal jest taki jak kiedyś. Postanowiłam jednak dłużej o tym nie rozmyślać i nasunęłam na swoje pośladki koronkowe różowe majtki. Było gorąco, a że jego bluza przysłaniała moje wdzięki, postanowiłam nie ubierać spodni. Po kilku chwilach ruszyłam na dół, gdzie przebywał mężczyzna. Schodząc dość krętymi schodami zauważyłam jak Chris już mi się przygląda siedząc na sofie. Kiedy wstał, ja akurat zeszłam na parter i posłałam mu blady uśmiech, delikatnie i zmysłowo poprawiłam kosmyk włosów.
- Może teraz jednak byśmy coś zjedli, księżniczko? Mogłabyś chociaż na chwile odstawić na bok swą dumę i spędzić miło czas. - zaproponował nie spuszczając ze mnie wzroku.
Gdy zaproponował mi, abyśmy zjedli kolację pokiwałam głową. Można nawet powiedzieć, że zakopałam topór wojenny przynajmniej na ten czas, ponieważ w sumie to byłam głodna, a jedyne co mi poprawiało nastrój to jedzenie. Po chwili dostałam swój omlet, a mężczyzna nalał do szklanych kielichów po lapce białego wina. Nie należałam to fanów picia alkoholu, jednak postanowiłam posmakować owego trunku. W sumie był nawet niezły, nie był wytrawny ani całkiem słodki. Zapewne wino było pół słodkie. Następnie wzięłam się za swój omlet, był również bardzo dobry i świetnie przyprawiony, to na pewno zasługa tego pieprzu, który dodałam. Po chwili ciszy przy stole, postanowiłam się odezwać.
- Jeszcze rok temu nie byłeś tak bogaty. - oznajmiłam - Co się zmieniło? - zapytałam ciekawa - Nie jesteś już komisarzem z tego co zauważyłam. Czym się zajmujesz? - spojrzałam na niego.
- W Las Vegas szybko można dorobić się fortuny. Często wygrywam w kasynie, więc stać mnie na co tylko chce. - wzruszył ramionami co chwilę spoglądając na mnie kątem oka - Pracuje jako trener personalny. Nawet niezła praca i sporo za nią płacą, mam też w planach otwarcie własnej firmy, ale to dopiero plan na przyszłość. - dodał.
- W Las Vegas szybko można dorobić się fortuny. Często wygrywam w kasynie, więc stać mnie na co tylko chce. - wzruszył ramionami co chwilę spoglądając na mnie kątem oka - Pracuje jako trener personalny. Nawet niezła praca i sporo za nią płacą, mam też w planach otwarcie własnej firmy, ale to dopiero plan na przyszłość. - dodał.
Słuchając jego słów upiłam łyk wina i kontynuowałam jedzenie swojej porcji. Kiedy skończył, wytarłam swoje usta w papierową serwetkę i serdecznie podziękowałam za posiłek. Jestem ciekawa, czy to co mówił było prawdą. Czy w ogóle jego życie jest prawdą? Cicho ziewnęłam.
- Jest jakiś pokój dla mnie? - zapytałam ciekawa - Chciałabym już iść spać, ponieważ i tak jest już późno. - dodałam z bladym uśmiechem.
- Po co Ci któryś z pokoi? Przecież możesz spać ze mną. Tak byłoby chyba najlepiej dla naszej dwójki. A z resztą rób co chcesz. - mruknął po chwili.
Mężczyzna oczywiście zaproponował, abym spała z nim, jednak ja zwyczajnie odmówiłam. Kto wie co mogłoby mu przyjść w nocy do głowy? Postanowiłam pościelić sobie na sofie. Wydawała się być naprawdę wygodna, znalazłam jeszcze jakiś kocyk i poduszkę. Oczywiście nie obyło się bez jego sprzeciwu, jednak ja to zwyczajnie olewałam.

Cudo ❤❤❤
OdpowiedzUsuńja to już myślałam, że wyfruną do łóżka, a Ty.. Anka, zaskakujesz!
OdpowiedzUsuńfajnie się czyta, idę dalej ;*