Chapter 1






Dwa lata później...


Po skończonych wykładach poszłam prosto do pracy. Zresztą i tak byłam już spóźniona około godziny. Ciężko jest pogodzić studia z zarabianiem pieniędzy, chociaż muszę przyznać że to co zarabiam w pubie wystarcza mi wysokiej mierze na opłacenie rachunków. To smutne, ale od dawna nie kupiłam sobie nic nowego. Patrząc jak inne dziewczyny ze szkoły co rusz noszą coraz nowsze ciuchy. Największym moim jednak celem jest, aby mój młodszy brat miał w miarę normalne życie. Michael to moje oczko w głowie, po śmierci rodziców spoczął na mnie obowiązek wychowania go. To jeszcze dziecko, wiem też że nie pamięta rodziców, bo kiedy zginęli w wypadku miał zaledwie 5 lat. Rozmyślałam czasem, aby wyjechał do dziadków na wieś, jednak nigdy nie miałam serca, aby go tam zostawić, dlatego też mieszka ze mną w Vegas. Przyjechaliśmy tu głównie ze względu na to, że nic mnie w Londynie nie trzymało, szczególnie po śmierci Chrisa. Żałuję, że nie mogłam odnaleźć chociaż jego ciała, po prostu się poddałam i go pochowałam. Teraz jednak prawie pół roku prowadzę nowe życie z czystą kartą. 

- Scarlett! - słyszę upomnienie szefa wchodzącego na zaplecze - Kolejne spóźnienie, powinienem już dawno Cię zwolnić, ale kolejny raz Ci wybaczam. - westchnął - Klienci czekają. - dodał i opuścił pomieszczenie.


Przewróciłam oczyma i rozpuściłam włosy, które zaczynały swobodnie opadać mi na ramiona. Delikatnie przeczesałam grzywkę i wyszłam za bar. Ludzi nie było jeszcze zbyt wiele, ale było już i tak dosyć późno, więc zapewne niedługo zaczną się tu godziny szczytu. Co prawda nasz pub nie jest powszechnie znanym w mieście, to jednak ludzie z przedmieść tu przychodzą, głównie ta biedniejsza klientela, której zależy na tym, aby wyłącznie się upić. Po kilku godzinach stania za barem wymienił mnie Martin - czyli mój dobry znajomy. Pozwolił mi trochę rozprostować nogi i ponosić piwo do stolików. Byłam dopiero początkująca, więc nabierałam praktykę. 

- Zanieś te trzy piwa do stolika numer 7. - oznajmił z szerokim uśmiechem Martin.

Pokiwałam głową i ruszyłam. Do tego stolika, było bardzo daleko, trzeba było przepchnąć się przez prawie całą salę. Nie lubiłam tego, ponieważ po drodze pijackie dłonie lądowały na moim tyłku, albo słyszałam jakieś nieprzyzwoite komentarze pod moim adresem. Mimo wszystko postanowiłam to zignorować, mimo że czułam się jak kobieta lekkich obyczajów. Kiedy już dotarłam do siódemki, głęboko odetchnęłam. 

- Trzy piwa dla panów... - wspomniałam i podałam każdemu po jednym. 

Mój wzrok zwrócił mężczyzna z kapturem na głowie, był bardzo tajemniczy, jednak było w nim coś znajomego. Jego zapach przypominał mi to co działo się prawie rok temu, przypominał mi JEGO. Mimo wszystko, postanowiłam to zignorować i odeszłam ponownie mijając dziesiątki napalonych facetów śmierdzących alkoholem z ust. Kiedy powróciłam do baru odłożyłam tacę i cicho westchnęłam. 

- Wracam do domu. - oznajmiłam - Na dzisiaj mam już dość, zaraz przyjdzie Elsa to mnie zastąpi. - dodałam.

Poszłam na zaplecze i wzięłam do ręki torbę ze swoimi rzeczami oraz rysownik w którym miałam wiele prac. Nie miałam daleko do mieszkania, dlatego powoli mogłam dojść pieszo. Było już ciemno, latarnie na ulicach oświetlały mi drogę, a przynajmniej jej większą część. Na chodniku szłam tylko ja i jakiś zakapturzony mężczyzna kilka metrów za mną. Kiedy już skręciłam w ciemną uliczkę, na której nie było oświetlenia oprócz tego bijącego z zapalonych świateł w mieszkaniach owej kamienicy, zauważyłam że podejrzany mężczyzna nadal za mną idzie. To było dziwne, ale i odrobinę przerażające. Co jeśli to jakiś gwałciciel, albo złodziej, lub morderca? Naprawdę zaczęłam się bać i przyśpieszyłam kroku. Kiedy już byłam niedaleko mieszkania wyjęłam klucze, aby móc jak najszybciej otworzyć drzwi. Niestety ale rysownik upadł mi na posadzkę, a typ się zbliżał. Byłam trochę przerażona, więc postanowiłam zostawić moje prace i czym prędzej dostać się do środka. Moje dłonie tak drżały, że nie potrafiłam trafić do dziurki od klucza. Po chwili zobaczyłam dłoń mężczyzny, która znajdowała się na ścianie. Mój wzrok pokierował się na niego. Nogi zrobiły mi się jak z waty. "Kim jesteś człowieku i czego ode mnie chcesz?" - krzyczały moje myśli. Nie miałam pojęcia co zrobić. Krzyczeć, czy może zacząć uciekać. W mieszkaniu jest tylko mój młodszy brat. Nie chcę by coś mu się wydarzyło. Mam tylko jego. 

- Czego ode mnie chcesz? - zapytałam zaniepokojona - Dlaczego mnie śledzisz? - spojrzałam na niego.

Kiedy tajemniczy zdjął kaptur, te rysy twarzy kogoś przypominały mi bliskiego. Kogoś o kim bardzo chciałam zapomnieć. Te oczy, były tak podobne do tych, które kochałam przed laty. To jego duch? Po co mnie nawiedza? Nawet w Las Vegas nie da mi spokoju.

- Chciałem się tylko z Tobą zobaczyć, Scarlett. Od naszego ostatniego spotkania minęło tak wiele czasu... Rok? Może i więcej. - spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczyma - Co w ogóle robisz w Las Vegas? - zapytał.

Wyglądał na naprawdę zaskoczonego, ale nie mniej niż ja. Jego wzrok tak jak i mój powędrował na rysunki leżące na zimnej posadzce. Od razu mężczyzna zaczął je zbierać, a ja jakbym nie mogła się ruszyć patrzyłam na niego. Po chwili podszedł do mnie na dość bliską odległość, w międzyczasie przeglądając parę szkiców.

- Ładne rysunki. Jednak masz do tego talent. Kiedyś uważałem, że tracisz tylko czas i to nic Ci nie da. - stwierdził, a na jego twarzy pojawił się przebłysk bladego uśmiechu.




Komentarze

  1. Mam te moooc, mam te moooc, zjem to wszystko w jedna noooc XDDD to przez tą Else XDDD
    i tak trochę nawiazujac do naszej rozmowy na fb 😂😂 XD
    Robi się ciekawie :D
    Czeekam na kolejny, Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  2. ten urok Scarlett sprawia, że nawet twardy jak skała bosso nie zrobi jej krzywdy, hehs
    b o z e, Chris zyje, czy jednak umarL?????????
    czekam na kolejny!! <3

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz