Chapter 3
- Chris! - pisknęłam zła - Co Ty wyprawiasz?! Do reszty zwariowałeś?! - syknęłam przez zęby.
Kilka sekund później już siedziałam na tylnym siedzeniu jego wypasionej fury. Ciekawe skąd miał tyle forsy na taki wózek, bo w Londynie raczej nie opływał w luksusy, ale jak widać Las Vegas go zmieniło w bogacza, albo potencjalnego złodzieja. Zażenowana całym obiegiem sytuacji oparłam się i na twarz założyłam maskę obrażonej małolaty.
- Nie patrz tak na mnie. Nic Ci przecież nie zrobiłem. Pojedziemy do mnie. Będzie fajnie, zobaczysz. - uśmiechnął się jakby pocieszająco.
- Przez Ciebie wyrzucą mnie z pracy! - syknęłam - Nie chcę jechać do żadnej Twojej speluny! - mruknęłam pod nosem - Chcę wracać do domu!
Zaraz potem usłyszałam jego głos i dostrzegłam w przednim lusterku jego cwaniacki uśmiech. Oczywistym było to, że nie mogłam tego znieść, więc z całej siły jaką posiadałam w nogach kopnęłam w jego siedzenie. Mężczyzna oczywiście się zdenerwował i zwrócił mi uwagę.
- Przestań! Chcesz żeby spowodował wypadek i nas zabił?! - zapytał widocznie poirytowany co wywołało na mojej twarzy uśmieszek zwycięstwa.
Minęło może kilkanaście minut, może pół godziny. W końcu dojechaliśmy na miejsce, ku moim oczom ukazała się wielka willa z basenem. Niechętnie jednak zerknęłam na zajętego chłopaka zamykaniem auta, to była dobra chwila aby dać nogę. Poprawiłam swój sweterek i ruszyłam w przeciwnym kierunku, jednak Chris mnie szybko dogonił i jak małe dziecko złapał za rękę i doprowadził do domu. Początkowo miałam problemy z otwarciem drzwi, jednak dla Druma to nie był wielki problem. Posłał mi rozbawione spojrzenie, a ja przewróciłam jedynie oczyma i pośpiesznie weszłam do środka. Byłam naprawdę ciekawa tego domu. Kiedy już stanęłam w holu byłam zachwycona, wszędzie wszystko było takie nowoczesne, ale i klasyczne. Tak bogato. Nigdy nie byłam w takim domu, no chyba że jak oglądałam jakiś serial lub film. To nie porwanie, ale znalezienie się w niebie, siódmym niebie.
- Czuj się jak u siebie, Scarlett. Niczym nie musisz się przejmować. - przeniósł na mnie swój wzrok - Gdybyś czegoś potrzebowała to mów... Nie chce, abyś źle się tutaj czuła. - dodał po chwili.
Nie zwracałam uwagi na to co mówił do mnie mężczyzna, bo wolałam poprzyglądać się pięknemu wnętrzu, nawet podłoga wyglądała jak w rezydencji angielskiej królowej Elżbiety. Kiedy tak się rozglądałam po holu, podbiegł do mnie pies. Owczarek niemiecki Chrisa, przykucnęłam przy nim i pogłaskałam go po jego sierści. Moją uwagę przyciągnęło imię psa, które było napisane na jego obroży. Bucky, czyli imię które wybraliśmy dwa lata temu dla szczeniaczka, którego podarowałam Chrisowi.
- Witaj Bucky... - zaśmiałam się czochrając psa - Widzę, że będę miała towarzysza podczas mojej niewoli. - wspomniałam i powstałam z przykucnięcia.
- Niewola... Jasne... - mruknął pod nosem Chris.
Po chwili ruszyłam przed siebie, zostawiając mego porywacza i jego psa za sobą. Chciałam się rozejrzeć po domu, a przynajmniej od parteru. Najpierw weszłam do salonu, następnie do sypialni, a potem garderoby. Zapewne mieszkał sam. W środku znalazłam wiele bluz należących do niego, koszul i pozostałych ubrań. Spędziłam tam najwięcej czasu, ponieważ podobał mi się zapach ubrań przesączonych nim. Z jednej z szufladek wyjęłam pudełko ze spinkami do koszuli. Zabrałam jedną do kieszeni, chciałam mieć coś co należy do niego.

a to niedobry porywacz! ale ja bym się np nie obraziła, gdyby Ivanovic zawinął mnie spod mojej pracy :/ czekom na kolejny, buzka ;*
OdpowiedzUsuńNie dobry Chris ;)
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, ale krótki ;)
Czekam na kokejny ;)
Buziaki ;*
halo, policja? Ja chce zglosic porwanie :| XDDDD
OdpowiedzUsuńkoszulke se mogla wziac a nie jakies spinki XDD
Koszulke zawsze mozna ponosic. A męskie ubrania to fajne ubrania hehe XDDD
Czekam ❤❤❤❤